Newsletter   |   Spis Treści   |   Co zabrać w podróż   |   Recenzje   |   Wycieczki  |   Prawo  |   Filmy  |   Współpraca i Reklama  |   O mnie

21 lutego 2013

(Absurdalne) Przepisy rowerowe

Zapraszam was do przeczytania artykułu, który pojawił się w 02/2013 numerze Rowertour lub na ich stronie internetowej. Po przeczytaniu całości wiele nie cenzuralnych słów ciśnie się na usta, na temat zagmatwanej Polskiej biurokracji. Ponieważ przepisy jednak warto znać (nie ważne jak idiotyczne by one nie były), więc polecam link pod koniec wpisu. Odpowiedzi pytania zostały skonsultowane z Biurem Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Czy muszę korzystać z drogi dla rowerów, nawet jeśli jest zniszczona i jazda po niej jest bardzo utrudniona?

Niestety tak. Przepisy nie dają możliwości zrezygnowania z poruszania się drogą dla rowerów lub ciągiem pieszo-rowerowym „tylko” dlatego, że jest zniszczona. Nawet jeśli masz karbonową szosówkę z oponami 20 mm, a droga dla rowerów ma nawierzchnię szutrową lub po prostu dziurawą, wedle prawa musisz nią jechać. Również wtedy, gdy szosa nie jest oznaczona znakiem „zakaz wjazdu rowerów”. 

Pełna treść : http://na-rower.com/?p=166

4 komentarze:

  1. Przypominam sobie podobną sprawę ze Szczecina - rowerzystę próbowano ukarać mandatem za to, że nie jechał rowerem po całkowicie rozkopanej DDR. Ot, budowlańcy zapomnieli zdjąć znak u jej początku, a remont trwał w najlepsze.

    Policjanta zwyczajnie nie interesowało, że droga po prostu nie nadaje się do jazdy i próbował wystawić mandat, co skończyło się odmową i skierowaniem sprawy do sądu.

    Na całe szczęście sędzia dość mocno zrugał policjanta i błyskawicznie anulował karę.

    Absurdem jest sytuacja, w której osoba korzystająca z homologowanego, spełniającego przepisy pojazdu (wszak każdy rower spełnia określone normy i powinien spełniać wymagania określone w PoRD!) nie mógł korzystać z drogi teoretycznie dla niego dedykowanej. Pozostaje więc mieć nadzieję, że w sądach jednak można liczyć na sprawiedliwość i na ludzi równie rozsądnych, co sędzia orzekający w tej konkretnej sprawie.


    Jeżeli chodzi o art. 33 PoRD, jest jeszcze jedna sytuacja, kiedy nie musimy korzystać z DDR. Chodzi o drogę poprowadzoną wzdłuż lewej krawędzi jezdni. Precyzyjnego zapisu w tej sprawie nie ma w PoRD, jednak wynika on jasno z konwencji wiedeńskiej, którą Polska ratyfikowała i tym samym obowiązuje ona także u nas. Zgodnie z tym zapisem jako kierunek jazdy należy rozumieć prawą stronę jezdni (przy ruchu prawostronnym) lub lewą stronę jezdni (przy ruchu lewostronnym).

    OdpowiedzUsuń
  2. W Polskich przepisach jest zbyt dużo paragrafów, które można wieloznacznie interpretować i to jest według mnie podstawowy błąd. Przepisy powinny być jednoznaczne (nie zostawiające pola manewru krętaczom, ani Policjantom szukającym możliwości wlepienia mandatu - czyt. krętaczom) oraz OBOWIĄZKOWO PORD i inne przepisy powinny być dokumentami jednolitymi (http://pl.wikipedia.org/wiki/Tekst_jednolity). Skąd masz wiedzieć co wolno, a czego nie wolno, gdy wydano 5 rozporządzeń, 4 uchwały i 15 zmian uchwał i nie są one zebrane do kupy w jednym miejscu, tylko musisz je znaleźć na własną rękę i się z nimi zapoznać.

    Wojtku, dziękuję za ciekawy i wartościowy komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się w pełni, że przepisy są absurdalne. Drugim źródłem utrudnień jest sposób ich egzekwowania: nadużywanie sygnalizacji świetlnej zamiast rozwiązań uspokajających ruch w bardziej naturalny sposób, nadmiaru znaków zamiast dróg "prowadzących" użytkownika jak po sznurku itd. W ten sposób jedynym motywatorem do (teoretycznie) bezpiecznej jazdy staje się przymus, a nie troska kierowcy o bezpieczeństwo. Taka sytuacja w naturalny sposób rodzi chęć buntu, czego efekty widzimy na polskich drogach.

    Skandalem jest też fakt, że po tak długim czasie od przyjęcia konwencji wciąż nie ma w Polsce przepisów w formie wspomnianego przez Ciebie tekstu jednolitego uwzględniającego przyjęte zapisy. Jakby tego było mało, nawet na etapie ogłaszania przetargów i wymagań wobec potencjalnych projektantów niejednokrotnie łamane są podstawowe wytyczne ministerstwa, ot choćby proponowanie bez wyraźnego uzasadnienia budowania dróg rowerowych z nawierzchnią z kostki, choć wytyczne mówią jasno, że w miarę możliwości nawierzchnia powinna być asfaltowa.

    Jak zwykle więc ryba psuje się od głowy...


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. W niektórych przypadkach interpretacja nawet dobrze skonstruowanego prawa jest tak absurdalna, że najlepiej zejść z roweru, wrzucić go na plecy i iść chaszczami, o ile w ten sposób nie naruszymy przepisów Ustawy o ochronie przyrody. Idąc tym tropem należałoby zapytać: czy kierowca pojazdu silnikowego może warunkowo skorzystać z drogi dla rowerów lub chodnika na odcinku, na którym stan jego drogi uniemożliwia bezpieczny przejazd? Głupie pytanie, a ilu z chęcią właśnie tak by postąpiło :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.